Obserwatorzy

czwartek, 19 kwietnia 2012

5 x Clinique

            Clinique... Marka, którą większość z nas zna... I chociaż może niekoniecznie z testowania, to na pewno z reklam. Telewizja w kółko bębni,  jakie to kosmetyki Clinique są super, naturalne, bez chemii itd... Ale czy to prawda? No cóż, kosmetyki tej marki, jak wiadomo, nie należą do najtańszych.
            W mojej kolekcji znajduje się 5 produktów, które kupiłam, aby przetestować markę. 5 produktów i prawie każdy z innej beczki. I niestety, muszę się Wam przyznać, że jak dla mnie, kosmetyki te szału nie robią. Wręcz mogę powiedzieć, że się na nich zawiodłam. Albo może inaczej, może nie są jakieś bardzo złe, bo bywały gorsze produkty od tych, ale są po prostu za drogie na swoją jakość.
            Pierwszym produktem, który wpadł mi w ręce jest balsam do ciała Deep Comfort. Balsamik ma 400 ml. Nie będę pisała Wam o cenach, bo nie pamiętam, a nie będę zmyślać. Na balsam zdecydowałam się będąc na Duty Free w Oslo, bo akurat mieli na nie dość dobrą promocję. No i kupiłam. Balsam miał być bezzapachowy... No cóż... Nie jest z nim wcale tak, że nie ma żadnego zapachu. Ma... I to dość dziwny... Nie chemiczny... Hmmm... właśnie wącham ten balsam... Jak dla mnie przypomina to trochę drożdże?! Tak, właśnie tak jakoś pachnie. Na szczęście zapach ten znika dość szybko po wtarciu w skórę. Balsam dobrze nawilża, wchłania się szybko, i nie pozostawia tłustej warstwy. Niestety, skóra po nim dość szybko wraca do swojego poprzedniego stanu. Może trzeba go stosować regularnie? Albo kilka razy dziennie? No nie wiem... Kolejną rzeczą, która mi trochę przeszkadza jest konsystencja. Balsam jest dość rzadki, i trzeba uważać, żeby nie skapnął nam podczas aplikacji. Na szczęście poręczna pompka ułatwia aplikację. No i kolor... Fajny, trochę jak budyń waniliowy... Taki lekko żółtawy. No i cóż... Tak jak piszę, balsam nie jest zły, ale jak na tak drogi balsam to chyba oczekiwałabym trochę więcej.



               Produkt nr. 2 to mydło do twarzy... Mydło... Sto lat temu, gdy jeszcze żele pod prysznic i do twarzy nie były takie popularne, każdy z Nas używał mydła... Postanowiłam sobie przypomnieć jak to jest i kupiłam mydełko Clinique. Cena jak zwykle, zbyt wysoka. Szczerze, to myślałam, że to mydło będzie chociaż trochę nawilżać. Nie nawilża. Po umyciu twarzy, skóra jest czysta. To wrażenie, gdy przejeżdża się dłonią po twarzy i skóra " skrzypi". Wiecie o co mi chodzi? I teraz uwaga! Nie daj Boże, żeby to mydło dostało się NA naszą powiekę albo POD nią. ( taaaaak mi się dostało) :D  Oczy oczywiście pieką, powieki stają się "skrzypiące" i strasznie trudno jest zmyć mydło z nich. Kolor fajny, znów budyniowy. Zapach? Zwyczajny, jak mydło. I znów nasuwa się pytanie, czy warto zapłacić tyle za mydło? No... powiedzmy, że rozmiar tego mydła to dwie kostki tradycyjne złączone razem.






Produkt nr. 3.... Tonik... Jego pełna nazwa to Clarifying lotion. No cóż... Tonik jak tonik, bez zapachu, za to mocno spirytusowy. Trochę wysusza skórę. Lepiej pamiętać, aby ją nawilżyć zaraz po użyciu tonika. Ale za to ma ładny, liliowy kolor. :D Wnioski? Same się Wam nasuną. :D



               Produkt nr. 4 to krem Dramatically Different Moisturizing Lotion. Co do tego kremu, też mam mieszane uczucia. Kiedyś już go miałam, używałam go zimą i jak dla mnie kompletnie nie nadaje się na chłodniejsze dni. Jest rzadki, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy. Teraz znów się na niego skusiłam, ale jest dość ciepło. I póki co sprawdza się. Zimą jednak wybiorę coś zupełnie innego, bo Clinique w swojej ofercie nie ma kremu typowego na zimę. No i znów ten zapach drożdży... Ehhh



              No i ostatnim produktem nr 5. jest podkład Even Better. Kolor, który używam to 05- neutral. SPF- 15. Podkład bardzo dobrze stapia się z naturalnym odcieniem skóry, mimo iż pierwsze wrażenie jest takie, że jest on jakby różowawy. Po chwili jednak stapia się ze skórą. Co do krycia... Nie kryje jakoś super, przebarwienia są dość widoczne, więc lepiej użyć korektora. Jeśli chcemy coś przykryć, po nałożeniu większej ilości, skóra zaczyna się szybko błyszczeć. I przynajmniej ja, mam straszne wrażenie ciężkości. Ale może jest to spowodowane tym, że moim ideałem, ciągle i bez zmiennie jest Dior Skin Forever, i wszystkie inne podkłady porównuję do niego. Jeśli kogoś interesuje co to za podkład, na moim blogu gdzieś wcześniej znajduje się jego recenzja. :)



             Moje recenzje są wynikiem tego, jak kosmetyki Clinique działają na mnie. Nie jest to zła marka, ale uważam, że cenny mogłyby być niższe. W Polsce mamy wiele marek, które są na prawdę tanie, i dużo lepiej się sprawdzają. A jakie jest Wasze zdanie? Macie jakieś doświadczenia z Clinique? Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam swoją opinią. Pozdrawiam. J.Fo

4 komentarze:

madzia pisze...

Zgadzam się z Tobą, iż na Nasze polskie realia marka Clinique ceny ma wygórowane. Niestety, bo niektóre z produktów warte są uwagi.
Ja od jakiegoś czasu zainwestowałam w podkład anti-blemish (uprzednio testując go i porównując z even better i laser coś tam) - zwyciężył wspominany blemish. Jak będziesz miała okazję wypróbuj - polecam:)

...:::Neosverden:::... pisze...

Ja na przykład mam kredkę do brwi Clinique, która kosztuje koło 60 zł ale godna jest swojej ceny, jestem jej wierna już od prawie roku. :) Mnie ciekawi jeszcze ten nowy krem z serii Even Better na przebarwienia... Ale znów cena... 350 zł za 50 ml. :/

aliczkaa pisze...

Ja miałąm tylko peeling z Clinique i trudno wypowiadać mi się na temat tej firmy. A na polską rzeczywistość, ta firma jest zwyczajnie za droga.

...:::Neosverden:::... pisze...

Ala dokładnie :)