Obserwatorzy

czwartek, 3 listopada 2011

I znowu Lancome...

         Witam moi drodzy! Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat kosmetyków zakupionych jakiś czas temu. Zanim mogłam cokolwiek napisać, musiałam je przetestować. O ile jeden pasuje mi idealnie, o tyle drugi już nie do końca...
          Czy mogłybyśmy sobie wyobrazić tusz do rzęs który pachnie różą? Raczej ciężko sobie to wyobrazić, pamiętając naturalny zapach maskar, chemiczny i bardzo nieprzyjemny. Tusz, który jest świeży i nieprzeterminowany nie pachnie aż tak intensywnie, jednak zawsze trochę można wyczuć jego zapach. Każda z nas chyba zna go dobrze. Czy tusz może pachnieć inaczej? Przyjemniej dla oka i nosa? :) I tu was zaskoczę! Pewnie część z Was trafiła już na tę nowość, którą wprowadziła do swojego asortymentu marka Lancome. Ja osobiście bardzo lubię markę, i póki co, jeszcze się na niej nie zawiodłam. Na moim blogu z resztą można spotkać wiele opisów kosmetyków tej marki i poczytać o ich jakości. Ale wracamy do temu. Produktem, o którym pragnę Wam co nie co powiedzieć, jest tusz Hypnose Doll Eyes.
 Marka Lancome postanowiła zrewolucjonizować swoje maskary i wprowadziła na rynek maskarę, która pachnie...różą. Miałam okazję spróbować i powąchać ją i... na prawdę pachnie bardzo przyjemnie. Jednak na moich rzęsach się nie sprawdził. Tusz zawiera w sobie mikrowłókienka, które osiadają na rzęsach przez co stają się one mega wydłużone, pogrubione i wyglądają jak oczka laleczki. Nie sprawdził się u mnie, ponieważ moje rzęsy są dość krótkie, i nie pasuje im pogrubienie tylko wydłużenie. Osoby, które mają swoje rzęsy naturalnie długie, jak na przykład moja siostra :D, wyczarują cudo na swoich oczkach. Jednak pomimo mojej miłości do Lancome'a, tutaj nie poradził sobie z moim problemem. Ale nic straconego, w maskarach Lancome'a można przebierać i każdy znajdzie coś dla siebie...

          To była taka mała opinia, która właściwie była nie na temat. :D Bo tuszem, o którym chcę Wam powiedzieć, i który bardzo sprawdził się w moim przypadku, jest tusz również Lancome'a ale o nazwie L'extreme.
 Tusz ma za zadanie wydłużać rzęsy nawet o 60%. Z tymi procentami to tak nie do końca, ale na prawdę wydłuża nawet krótkie rzęsy dzięki opatentowanej technologii  Fibrestretch. Dodatkową zaletą tuszów Lancome'a jest to, że się nie starzeją. Zachowują lekką konsystencję przez bardzo długi czas. Jestem pewna, że wrócę po ten tusz, jak tylko skończy się pierwsza buteleczka. Jak dla mnie jest to maskara idealna pod każdym względem. Cena trochę odstrasza ale ja wyznaję zasadę, że jeśli coś jest na prawdę dobre, warto zainwestować.  Około 100 zł.  No i oczywiście mam nadzieję, że Lancome wpadnie na pomysł, aby wszystkie maskary pachniały tak ślicznie jak Doll Eyes. A czy Wy macie jakieś zdanie na temat maskar Lancome? Czy pasują Wam? Czy może jednak znalazłyście jakieś wady? :) 
             

2 komentarze:

Iz pisze...

Ciszę się, że wróciłaś do pisania bloga :) fajnie by było zobaczyć jeszcze jakieś Twoje filmiki na Youtube :)
Pozdrawiam
iza

Mery pisze...

NICE BLOG...