Czy mogłybyśmy sobie wyobrazić tusz do rzęs który pachnie różą? Raczej ciężko sobie to wyobrazić, pamiętając naturalny zapach maskar, chemiczny i bardzo nieprzyjemny. Tusz, który jest świeży i nieprzeterminowany nie pachnie aż tak intensywnie, jednak zawsze trochę można wyczuć jego zapach. Każda z nas chyba zna go dobrze. Czy tusz może pachnieć inaczej? Przyjemniej dla oka i nosa? :) I tu was zaskoczę! Pewnie część z Was trafiła już na tę nowość, którą wprowadziła do swojego asortymentu marka Lancome. Ja osobiście bardzo lubię markę, i póki co, jeszcze się na niej nie zawiodłam. Na moim blogu z resztą można spotkać wiele opisów kosmetyków tej marki i poczytać o ich jakości. Ale wracamy do temu. Produktem, o którym pragnę Wam co nie co powiedzieć, jest tusz Hypnose Doll Eyes.

To była taka mała opinia, która właściwie była nie na temat. :D Bo tuszem, o którym chcę Wam powiedzieć, i który bardzo sprawdził się w moim przypadku, jest tusz również Lancome'a ale o nazwie L'extreme.
Tusz ma za zadanie wydłużać rzęsy nawet o 60%. Z tymi procentami to tak nie do końca, ale na prawdę wydłuża nawet krótkie rzęsy dzięki opatentowanej technologii Fibrestretch. Dodatkową zaletą tuszów Lancome'a jest to, że się nie starzeją. Zachowują lekką konsystencję przez bardzo długi czas. Jestem pewna, że wrócę po ten tusz, jak tylko skończy się pierwsza buteleczka. Jak dla mnie jest to maskara idealna pod każdym względem. Cena trochę odstrasza ale ja wyznaję zasadę, że jeśli coś jest na prawdę dobre, warto zainwestować. Około 100 zł. No i oczywiście mam nadzieję, że Lancome wpadnie na pomysł, aby wszystkie maskary pachniały tak ślicznie jak Doll Eyes. A czy Wy macie jakieś zdanie na temat maskar Lancome? Czy pasują Wam? Czy może jednak znalazłyście jakieś wady? :)